
Bolesna lekcja pokory. USA za burtą mundialu po klęsce z Belgią
Reprezentacja USA miała przed własną publicznością szansę na historyczny przełom, jednak zamiast świętować, musi zmierzyć się z brutalną rzeczywistością. Porażka 1:4 z Belgią w fazie pucharowej mistrzostw świata nie była tylko wynikiem – była bolesnym dowodem na to, że amerykański futbol wciąż nie potrafi przeskoczyć bariery dzielącej go od światowej czołówki.
Spotkanie w Seattle miało być momentem chwały, tymczasem stało się koszmarem. Od pierwszych minut Amerykanie wyglądali na sparaliżowanych presją. Chaos w defensywie, błędy indywidualne – w tym kosztowna wpadka bramkarza Matta Freese’a – sprawiły, że Belgia bezlitośnie punktowała gospodarzy. Jak przyznał po meczu selekcjoner Mauricio Pochettino, zespół nie pokazał nawet ułamka swoich możliwości, a odpowiedzialność za ten stan rzeczy wziął w pełni na siebie.
Atmosferę wokół meczu dodatkowo podgrzały kontrowersje polityczne związane z interwencją prezydenta USA w sprawie zawieszenia Folarina Baloguna. Choć piłkarze zapewniali, że nie wpłynęło to na ich koncentrację, obraz drużyny jako „faworyzowanej politycznie” z pewnością nie ułatwiał zadania.
Dla kadry USA to powtórka z rozrywki – po eliminacji w Katarze (1:3 z Holandią), kolejna wielka szansa na własnej ziemi kończy się rozczarowaniem. Christian Pulisic i spółka otwarcie przyznają, że czują ogromny niedosyt. Pytanie, które zadaje sobie teraz cała Ameryka, brzmi: czy ten zespół jest w stanie zrobić kolejny krok, czy może szklany sufit jest dla nich nie do przebicia? Na odpowiedź przyjdzie nam poczekać kolejne cztery lata, a obecny turniej pozostanie jedynie gorzką lekcją, która zamiast budować nową erę, obnażyła stare braki.



