
Dyplomatyczna burza na mundialu: Biały Dom bierze w obronę Argentyńczyków
Zwycięstwo Argentyny nad Anglią (2:1) w półfinale mundialu odbiło się echem wykraczającym daleko poza sportowe areny. Po meczu argentyńscy piłkarze zaprezentowali transparent z napisem „Las Malvinas son Argentinas”, co wywołało dyplomatyczne poruszenie i zmusiło Biały Dom do zajęcia stanowiska. Choć FIFA rozważa kary za złamanie przepisów dotyczących manifestacji politycznych, Waszyngton stanął po stronie zawodników, powołując się na wolność słowa.
Andrew Giuliani, szef grupy zadaniowej Białego Domu ds. FIFA, wprost stwierdził, że USA nie zamierzają karać za takie wypowiedzi, podkreślając wagę Pierwszej Poprawki do Konstytucji. Ta deklaracja wywołała konsternację w Londynie. Rząd Wielkiej Brytanii, wspierając się na wynikach referendum z 2013 roku (gdzie 99,8% mieszkańców opowiedziało się za pozostaniem terytorium brytyjskim), domaga się od FIFA surowych konsekwencji. Rzecznik Downing Street skomentował sytuację krótko: „Mundial może nie jest nasz, ale Falklandy zdecydowanie tak”.
Sytuację zaogniły wpisy wiceprezydent Argentyny, Victorii Villarruel, która w mediach społecznościowych przypomniała o „krwi i sercach” oddanych w walce o wyspy. Z kolei władze Falklandów wyraziły rozczarowanie, apelując, by ich dom nie był traktowany jak „polityczna piłka” w sporze między dwoma krajami. FIFA znajduje się teraz w trudnym położeniu – musi zdecydować, czy rygorystyczne przepisy zakazujące mieszania sportu z polityką przeważą nad presją polityczną, która w tym przypadku dotarła na najwyższe szczeble władzy w USA.



