
Dziwaczny suwenir Haalanda. Snajper wrócił z mundialu z... wypchanym szopem
Erling Haaland po raz kolejny udowodnił, że ma nie tylko instynkt killera pod bramką rywala, ale i specyficzne poczucie humoru. Po odpadnięciu reprezentacji Norwegii w ćwierćfinale Mistrzostw Świata 2026 (porażka 1:2 z Anglią), gwiazdor Manchesteru City powrócił do Oslo z niezwykłym bagażem. Z pokładu samolotu wysiadł, trzymając w rękach wypchanego szopa z butelką whisky, za którego miał zapłacić w słynnym teksańskim sklepie Wild Bill’s Western Store aż 750 dolarów.
Zdjęcie norweskiego napastnika z nietypowym „pasażerem” błyskawicznie obiegło media społecznościowe. Sam zainteresowany skomentował całe zamieszanie poprzez platformę X, pisząc krótko: „Poszedł za mną do domu”. Haaland poszedł o krok dalej i zaangażował swoich fanów na Instagramie, prosząc ich o wybranie imienia dla swojego nowego towarzysza. Wśród propozycji znalazły się m.in. „Cowboy”, „Ranger” czy „TEX”.
Choć Norwegowie pożegnali się z turniejem na etapie najlepszej ósemki, dla 25-letniego snajpera był to czas przełomowy. Z siedmioma trafieniami na koncie potwierdził swoją przynależność do światowej elity, przyznając w rozmowie z Associated Press, że „ten turniej zmienił jego życie”. Po krótkich wakacjach Haaland wraca do pracy. Przed nim nowy rozdział w Manchesterze City pod wodzą Enzo Mareski. Kibice „The Citizens” liczą, że skuteczność, którą Norweg zaprezentował na amerykańskich boiskach, przełoży się na kolejne trofea w nadchodzącym sezonie Premier League i Ligi Mistrzów.



