
MLS: Rozczarowujący powrót Messiego i show Lewandowskiego w Chicago
Miniona kolejka MLS przyniosła kibicom mieszane emocje. Najwięcej uwagi przyciągał powrót Lionela Messiego do składu Interu Miami. Argentyńczyk pojawił się na murawie w 52. minucie starcia z Columbus Crew, jednak jego występ nie przyniósł oczekiwanej magii. Choć Miami prowadziło 2:1, ostatecznie mecz zakończył się remisem, a sam Messi w doliczonym czasie gry zmarnował dogodną okazję, posyłając piłkę wysoko nad poprzeczką. Defensywa Interu, mimo trafień Suareza i Allena, ponownie pokazała swoje słabości.
Tymczasem w Chicago fani Fire wreszcie zobaczyli to, na co czekali. Robert Lewandowski, który po transferze do MLS potrzebował chwili na aklimatyzację, w swoim debiucie na własnym stadionie zdobył dwie bramki. Polak pokazał niezwykłą skuteczność i boiskową inteligencję, przesądzając o wygranej z Charlotte. Jego występ definitywnie uciszył głosy wątpiących, którzy wciąż rozpamiętywali odejście Hugo Cuypersa.
Na Zachodzie hitem kolejki był pojedynek LAFC z Vancouver Whitecaps. Starcie dwóch czołowych drużyn konferencji zakończyło się remisem 1:1, a gole zdobyli Son Heung-Min oraz Thomas Muller. Z kolei w Filadelfii kibice byli świadkami niesamowitego zwrotu akcji – Union, przegrywając 0:2 z grającą w dziesiątkę Atlantą, zdołali odwrócić losy meczu w doliczonym czasie gry, wygrywając 3:2. Kluczową postacią był powracający do klubu Wagner, który zaliczył dwie kluczowe asysty. Kolejka potwierdziła, że w MLS o wynikach często decyduje nie tylko indywidualny błysk gwiazd, ale przede wszystkim żelazna konsekwencja i skuteczność pod bramką rywala.



