
Pochettino-ball w pełnej krasie. Jak USA podbiły fazę grupową mistrzostw świata?
Reprezentacja USA pod wodzą Mauricio Pochettino stała się jednym z najbardziej intrygujących zespołów trwających mistrzostw świata. Po dwóch meczach fazy grupowej Amerykanie mają na koncie komplet punktów i zapewniony awans, co jest ich najlepszym osiągnięciem od 1930 roku. Kluczem do sukcesu okazała się nowa, agresywna filozofia argentyńskiego szkoleniowca.
Fundamentem „Pochettino-ball” jest tworzenie przewagi liczebnej w strefach ataku. W starciu z Paragwajem zespół stosował tzw. system „pięciokąta”, angażując w ofensywę aż sześciu zawodników jednocześnie. Dzięki płynnej rotacji między Westonem McKennie a Malikiem Tillmanem oraz ofensywnemu usposobieniu bocznych obrońców, USA bezlitośnie obnażały braki w koncentracji rywali. Z kolei w meczu z Australią, mimo kontuzji Christiana Pulisicia, Pochettino błyskawicznie zaadaptował plan: postawił na duet napastników Balogun-Pepi, co pozwoliło wyizolować australijskich wahadłowych i zdominować skrzydła.
Jednak to nie tylko gra w posiadaniu piłki stanowi o sile gospodarzy. Prawdziwą bronią jest zorganizowany, nieustępliwy pressing. Po stracie piłki Amerykanie błyskawicznie zamykają przeciwnika w „paczki”, nie pozwalając na złapanie oddechu. Statystyki nie kłamią – w obu meczach USA kontrolowały przebieg gry, notując miażdżącą przewagę w liczbie podań na połowie rywala i kontaktach z piłką w polu karnym.
Słowo „agresja” pojawia się w szatni USA niemal w każdej rozmowie. Nie chodzi jednak o brutalność, a o narzucanie własnych warunków gry w każdej fazie. Pochettino nie stosuje sztywnych schematów, lecz daje zawodnikom narzędzia do budowania przewagi. Pytanie brzmi, czy ten styl przetrwa starcia z potęgami, które nie pękną pod naporem amerykańskiego pressingu. Na razie jednak plan Argentyńczyka działa bez zarzutu.



