
Porażka, która obnażyła luki. Czy Arteta zapłaci za taktyczny eksperyment?
Przegrana 0:3 z Brighton była dla Arsenalu czymś więcej niż potknięciem. Zespół Mikela Artety, który wcześniej wygrał wszystkie mecze w sezonie, nie potrafił narzucić rywalom swojego stylu. Spotkanie pokazało, że taktyczna przebudowa może dać Kanonierom nowe możliwości, ale jednocześnie odsłaniać słabości.
Od objęcia drużyny w grudniu 2019 roku Arteta stopniowo zmieniał jej oblicze. Najpierw skupił się na odbudowie pewności siebie i defensywnej równowadze, co przyniosło triumf w Pucharze Anglii. Później Arsenal postawił na płynniejszą grę w posiadaniu piłki, a następnie na większą kontrolę tempa i fizyczną odporność. Obecnie trener szuka elastycznego systemu, który utrudni rywalom rozpracowanie zespołu.
Jednym z jego elementów jest ustawienie 3-1-6 w fazie budowania akcji. Declan Rice cofa się do trójki obrońców, a Myles Lewis-Skelly pozostaje jedynym defensywnym pomocnikiem. Riccardo Calafiori, Ben White i Martin Ødegaard rotują pozycjami, pomagając zmieniać ustawienie na 3-2 lub 4-1. Rozwiązanie daje więcej wariantów rozegrania, ale wymaga precyzji i szybkich decyzji.
Brighton pod wodzą Fabiana Hürzelera wysoko pressowało, sprawnie przechodziło do ataku i odbierało Arsenalowi czas na spokojne rozegranie. Arteta przyznał po meczu, że rywale byli znakomici. Kluczowym problemem gospodarzy był brak Lewis-Skelly’ego w roli defensywnego pomocnika. To właśnie jego opanowanie i umiejętność wychodzenia spod presji mają spinać obronę z atakiem.



