
Arsenal rozpoczyna od mocnego uderzenia, ale nad przyszłością gwiazd zbierają się czarne chmury
Arsenal w imponującym stylu rozpoczął walkę o mistrzostwo Anglii, pewnie pokonując beniaminka, Coventry City, 3:0. Podopieczni Mikela Artety od pierwszego gwizdka narzucili swój rytm, a gole Kaia Havertza, Bukayo Saki oraz Martina Odegaarda były potwierdzeniem wysokiej formy „Kanonierów”. Hiszpański menedżer nie krył zadowolenia z postawy drużyny, podkreślając „jasność, zrozumienie i płynność” w grze swojego zespołu.
Szczególne wrażenie na kibicach i ekspertach zrobił debiutujący Christos Tzolis. Grecki skrzydłowy, pozyskany tego lata za 34 miliony funtów, błyskawicznie wkomponował się w zespół, notując asystę i imponując dynamiką w strefie ataku. Arteta nie szczędził mu pochwał, nazywając jego postawę „fenomenalną”.
Jednak za fasadą pewnego zwycięstwa kryją się trudne decyzje kadrowe. Całkowite pominięcie w kadrze meczowej Gabriela Martinellego zostało odebrane przez brytyjskie media jako brutalny sygnał ze strony sztabu szkoleniowego. Brak Brazylijczyka, a także Gabriela Jesusa, Fabio Vieiry czy Reissa Nelsona w meczowej osiemnastce, sugeruje, że ich przyszłość na Emirates Stadium stoi pod wielkim znakiem zapytania. Mimo spekulacji o kolejnych wzmocnieniach, Arteta stanowczo uciął temat, deklarując pełne zadowolenie z obecnego składu. Teraz przed Arsenalem czas na test dojrzałości – 31 sierpnia drużynę czeka wyjazdowe starcie z Aston Villą, które zweryfikuje ambicje londyńczyków w tym sezonie Premier League.



