
Cień 1994 roku nad kadrą Niemiec. Czy historia znów zatoczy koło w USA?
Przygotowania reprezentacji Niemiec do nadchodzącego turnieju w USA przywołują bolesne wspomnienia z mundialu w 1994 roku. Wówczas niemiecka kadra, przytłoczona wysokimi oczekiwaniami po triumfie w 1990 roku, zamiast na futbolu skupiła się na wewnętrznych konfliktach. Symbolem tamtego upadku stał się hotel Oak Brook pod Chicago, gdzie atmosfera była daleka od profesjonalizmu.
Kluczowym problemem okazały się żony piłkarzy i ich roszczenia dotyczące przywilejów w drużynie. Jak wspominał Andreas Möller, zespół tracił cenną energię na sprzeczki o to, czy partnerki zawodników powinny towarzyszyć im w hotelu. Przepychanki między piłkarzami a ich żonami – w tym głośne żądania Bianki Illgner czy kontrowersyjne zachowanie Lolity Matthäus – skutecznie rozbijały jedność szatni. „W 1990 roku wszystko grało, w 1994 traciliśmy czas na błahostki” – przyznawał Möller.
Sytuację zaognił Stefan Effenberg, którego słynny gest pokazania środkowego palca kibicom podczas meczu z Koreą Południową doprowadził do wyrzucenia go z kadry przez selekcjonera Bertiego Vogtsa. Chaos dopełnił turniej golfowy zorganizowany na terenie bazy tuż przed meczem 1/8 finału. Mimo awansu do ćwierćfinału, sensacyjna porażka z Bułgarią ostatecznie zakończyła ten pełen napięć mundial.
Dzisiaj, gdy kadra Juliana Nagelsmanna obiera kurs na USA, powraca pytanie o balans między życiem prywatnym a koncentracją. Choć selekcjoner planuje wpuszczać partnerki do bazy po meczach, niemieccy kibice z nadzieją patrzą, by historia z 1994 roku nie powtórzyła się w nowoczesnym wydaniu.



