
Koniec ery Guardioli, ale Haaland nie składa broni: „Musimy wygrywać największe trofea”
Manchester City stoi u progu największej rewolucji ostatniej dekady. Wraz z końcem sezonu z klubem żegna się architekt sukcesów, Pep Guardiola, a wraz z nim dwaj filary szatni – Bernardo Silva oraz John Stones. Mimo że odejście legendarnego menedżera, który poprowadził „The Citizens” do zdobycia 20 głównych trofeów, wywołuje niepokój wśród kibiców, Erling Haaland zachowuje spokój i bojowe nastawienie.
Norweski snajper, odnosząc się do minionej kampanii, w której City sięgnęło po FA Cup i Carabao Cup, ale straciło mistrzostwo Anglii, określił ją jako „sezon wzlotów i upadków”. Mimo to, napastnik nie zamierza obniżać poprzeczki. „Musimy dalej walczyć o największe trofea. Tego właśnie wszyscy pragniemy” – podkreślił Haaland w rozmowie z mediami.
Zawodnik nie ukrywał wzruszenia, żegnając odchodzących kolegów i trenera. „To była niesamowita podróż. Jestem szczęśliwy, że mogłem dzielić szatnię z Bernardo i Johnem – to nie tylko wybitni piłkarze, ale przede wszystkim wspaniali ludzie. Wiem, że bez nich będzie ciężko, ale musimy iść naprzód” – dodał.
Przed Manchesterem City trudny czas adaptacji. Choć wielu ekspertów zastanawia się, czy era dominacji „The Citizens” dobiegła końca, słowa Haalanda jasno pokazują, że ambicje zespołu pozostają niezmienne. Norweg staje się centralną postacią projektu, który musi udowodnić, że potrafi utrzymać mistrzowski standard nawet po odejściu największych legend klubu. Teraz, gdy sentymentalne pożegnania dobiegają końca, na Etihad Stadium rozpoczyna się wyścig o to, by nowa era była równie spektakularna, co ta zakończona przez Guardiolę.



