
Spokojny Arsenal przedłuża męki Chelsea w Lidze Mistrzyń!
LONDYN. Marzenia Chelsea o triumfie w UEFA Women's Champions League znów muszą poczekać co najmniej rok. The Blues wygrali rewanż 1:0 po golach Sjoeke Nüsken w 94. minucie, ale to nie wystarczyło na odrobienie strat z pierwszego meczu (1:3). Arsenal, obrońcy tytułu, awansowali do półfinału z łącznym wynikiem 3:2, dzięki opanowaniu i doświadczeniu w wielkich starciach.
Oba mecze obfitowały w dramat i kontrowersje. W pierwszym spotkaniu sędzia anulowała gola Veerle Buurman za rzekome pchnięcie Laia Codiny – decyzja co najmniej dyskusyjna, przez co Chelsea schodziło na przerwę przy stanie 0:2 zamiast 1:2. W rewanżu na Stamford Bridge furia trenerki Soni Bompastor eksplodowała po niedoznanym faulu: Katie McCabe pociągnęła za włosy Alyssa Thompson, VAR milczał, a Francuzka otrzymała dwie żółte kartki i czerwoną.
Arsenal przetrwał oblężenie dzięki genialnej Daphne van Domselaar, która wybroniła strzały Sama Kerra, Lauren James, a w 84. minucie cuda po próbach James i Buurman (słupek!). Alessia Russo harowała bez wytchnienia, Kim Little i McCabe stanowiły kręgosłup, a Stina Blackstenius i Mariona Caldentey siały zamęt. To ekipa, która wie, jak wygrywać w Europie – DNA zwycięzców.
Dla Chelsea to rozczarowanie sezonu: Puchar Ligi tak, ale WSL i LM poza zasięgiem. Twarze Leny Bronze, Kerra czy James mówiły wszystko – zmęczenie i żal. Paradoksalnie, tego samego dnia FA podała wydatki na agentów: Chelsea liderem z 1,08 mln funtów (ponad dwukrotnie więcej niż Arsenal – 446 tys. funtów). Ambicje i pieniądze nie przełożyły się na trofeum. Arsenal? Czeka Lyon lub Wolfsburg – bez strachu.



