
Transferowa wojna o Juliana Alvareza: Atletico stawia zaporowe warunki Barcelonie i Realowi
Saga transferowa z udziałem Juliana Alvareza nabiera tempa, a stanowisko Atletico Madryt pozostaje niezmienne: Argentyńczyk nie jest na sprzedaż. Mimo że FC Barcelona widzi w 26-letnim napastniku naturalnego następcę Roberta Lewandowskiego, marzenia „Dumy Katalonii” o pozyskaniu gwiazdora napotkały na ścianę w postaci prezydenta Enrique Cerezo.
Sytuacja jest patowa. Choć media donosiły o gotowości Barcy do wyłożenia 135 milionów euro, Cerezo uciął wszelkie spekulacje, odsyłając zainteresowanych do klauzuli odstępnego, która wynosi astronomiczne 500 milionów euro. „Kto chce Juliana, niech płaci klauzulę. Jeśli nie, to znaczy, że go nie pozyska” – stwierdził stanowczo prezydent Atletico w rozmowie z El Desmarque. Madrycki klub oskarża wręcz Barcelonę o prowadzenie „machiny propagandowej”, której celem jest destabilizacja zawodnika i sztuczne obniżenie jego wartości rynkowej.
Atmosfera między klubami jest wyjątkowo napięta. Atletico w ramach retorsji publikowało ironiczne wpisy w mediach społecznościowych, wymierzone w gwiazdy Barcelony, co pokazuje, że ewentualne negocjacje odbywałyby się w skrajnie toksycznej atmosferze. Co więcej, do gry włączył się Real Madryt. Florentino Perez, szukając kolejnego „Galactico”, miał zaoferować za Alvareza aż 150 milionów euro, jednak ta propozycja również została odrzucona przez władze na Metropolitano.
Dla Barcelony sytuacja staje się krytyczna. Klub musi zdecydować, czy wycofać się z tej nierównej walki, czy próbować finansowego szaleństwa w obliczu ciągłych rygorów ekonomicznych. Jedno jest pewne: Atletico nie zamierza ułatwiać życia swoim ligowym rywalom, a cena za Alvareza pozostaje poza zasięgiem zdrowego rozsądku.



