
W cieniu samby, z sercem na dłoni. Haiti staje do walki z idolem
Przez dekady Brazylia była dla Haiti piłkarskim niedoścignionym wzorcem. Od wizyty legendarnego Pelé w Port-au-Prince w 1971 roku, naród haitański zafascynowany był stylem, finezją i duchem „Canarinhos”. Dziś ta relacja wchodzi w zupełnie nowy, sportowy wymiar. Obie reprezentacje stają naprzeciw siebie na mundialu, a dla Haiti nie jest to już tylko święto futbolu, lecz sprawdzian własnej wartości.
Historyczne więzi między tymi krajami wykraczają daleko poza boisko. Jak zauważa Numa St. Louis, jeden z haitańskich kibiców, łączy ich wspólne dziedzictwo afrykańskie, kultura i głęboka emocjonalność. Mimo to, piątkowe starcie ma zupełnie inny ładunek. Gerald Jean, były reprezentant Haiti, podkreśla, że dla jego rodaków czas podziwiania idoli z trybun dobiegł końca. „Nie jesteśmy tu tylko po to, by uczestniczyć. Jesteśmy tu, by rywalizować” – zaznacza stanowczo.
Sytuacja Haiti jest wyjątkowa. Drużyna awansowała na turniej w cieniu ogromnej niestabilności politycznej w kraju, rozgrywając wszystkie mecze eliminacyjne poza własnym domem. Mimo braku wsparcia kibiców na miejscu, ich determinacja jest porównywana do sportowego cudu. Choć serca wielu fanów biją dla obu zespołów, piątkowy wieczór będzie brutalną weryfikacją ambicji. Po porażce ze Szkocją, podopieczni haitańskiej kadry muszą szukać punktów, by marzyć o wyjściu z grupy. Choć w 2004 roku w meczu o pokój Brazylia wygrała 6:0, dziś nikt w obozie Haiti nie prosi o taryfę ulgową. To moment, w którym uczeń chce wreszcie sprawdzić się w starciu z mistrzem.



