
Araujo z Barcelony szokuje: Rok i pół depresji w ukryciu, aż rodzina ucierpiała!
Ronald Araujo, filar obrony FC Barcelony, po raz pierwszy otworzył się na temat swojej długiej batalii z problemami psychicznymi. Urugwajski stoper przyznał, że przez ponad półtora roku zmagał się z lękiem, który przerodził się w depresję, grając na boisku mimo braku sił. Dopiero po czerwonej kartce w Lidze Mistrzów przeciwko Chelsea w listopadzie, gdy presja stała się nie do zniesienia, klub udzielił mu nieokreślonego urlopu z powodu "powodów osobistych".
26-letni defensor spędził ten czas na duchowej podróży do Izraela, w tym kilka tygodni w Jerozolimie, by odciąć się od piłkarskiego świata i odnaleźć spokój poprzez wiarę. Decyzję poparł trener Hansi Flick i dyrektor sportowy Deco, stawiając zdrowie gracza ponad bieżące potrzeby defensywy Barcy. Araujo wrócił do Ciutat Esportiva w styczniu, przechodząc stopniową reintegrację – od indywidualnych treningów po powrót do grupy i debiut w lidze z Elche.
W szczerym wywiadzie dla "Mundo Deportivo" Araujo ujawnił, że maskował objawy przez 18 miesięcy, próbując udawać twardziela, którego kochają kibice. "Czułem się obco na boisku, wiedziałem, że coś jest nie tak. Machismo w piłce i moje urugwajskie korzenie kazały mi się trzymać, ale w końcu poprosiłem o pomoc specjalistów i klub" – wyznał. Punktem zwrotnym były hejty po kartce, które przeszły w osobiste ataki, w tym życzenia śmierci jego córkom. "Siedziałem z żoną przy mate, a ona płakała, czytając takie wiadomości. To bolało najbardziej" – wspominał, podkreślając dehumanizację piłkarzy.
Po profesjonalnej pomocy i resecie w Jerozolimie Araujo czuje się "nowym człowiekiem". Strzelił gola w Pucharze Króla, a największym trofeum jest jasność umysłu. "Dotknąłem dna, ale Barca to mój dom. Chcę walczyć o tytuły z nową perspektywą" – deklaruje, wzywając innych do szukania pomocy.



