
Bolesna lekcja Realu Madryt. Czy utrata Rodriego na rzecz Barcelony pogrzebie plany Mourinho?
Przegrana walka o Rodriego to dla Realu Madryt nie tylko utrata klasowego zawodnika, ale przede wszystkim bolesny policzek wymierzony przez odwiecznego rywala. „Królewscy” mieli wszystko, by sfinalizować ten transfer, jednak opieszałość działaczy sprawiła, że Hiszpan ostatecznie wybrał Barcelonę. Choć w stolicy Hiszpanii panuje rozczarowanie, sytuacja nie jest bez wyjścia – o ile klub wyciągnie odpowiednie wnioski.
José Mourinho stoi przed trudnym zadaniem. Realowi brakuje „mózgu” w środku pola, który potrafiłby dyktować tempo i zarządzać grą pod presją. Próba zrzucenia całej odpowiedzialności na barki Auréliena Tchouaméniego byłaby ogromnym ryzykiem. Francuz to świetny defensywny pomocnik, ale nie posiada on profilu „dyrygenta”, który byłby w stanie zastąpić Rodriego w każdej roli.
Media wskazują na alternatywy. Pozyskanie Alessandro Bastoniego mogłoby odciążyć środek pola dzięki jego umiejętnościom wyprowadzania piłki, co dałoby większą swobodę kreatywnym graczom, takim jak Arda Güler czy Bernardo Silva. Jednak to tylko półśrodek. Jeśli Real chce realnie załatać dziurę w formacji, musi wrócić na rynek. Bardzo ciekawą opcją wydaje się Adam Wharton. Choć 22-latek nie jest jeszcze „nowym Rodrim”, posiada profil techniczny i wizję gry, które idealnie wpisują się w potrzeby madryckiego projektu.
Kluczowe pytanie brzmi: czy Florentino Pérez zaryzykuje, czy spróbuje przekonać samego siebie, że obecna kadra wystarczy? Utrata Rodriego obnażyła słabość systemu „Królewskich”. Teraz to nie transfery, a sposób reakcji na tę porażkę zadecyduje o obliczu Realu w nadchodzącym sezonie. Porażka ta może być albo lekcją, która zmusi klub do mądrzejszej przebudowy, albo początkiem problemów, których nie da się zamaskować obecnym składem.



