
Kryzys w bramce Juventusu. Di Gregorio pod ostrzałem, transfer staje się koniecznością
Porażka Juventusu 1:2 w prestiżowym Derby d'Italia przeciwko Interowi Mediolan, rozegranym w australijskim Perth, obnażyła największy słaby punkt „Starej Damy”. Po serii obiecujących meczów kontrolnych, w których turyńczycy zachowywali czyste konto, defensywa pod wodzą Luciano Spallettiego w końcu zawiodła. Szczególne słowa krytyki spadają na Michele Di Gregorio, którego niepewna postawa przy obu trafieniach Interu przywołała demony z poprzedniego sezonu.
O ile przy pierwszym golu Federico Dimarco wina bramkarza była dyskusyjna, o tyle przy trafieniu Dioufa Di Gregorio wykazał się ewidentną niezdarnością, przepuszczając piłkę, którą powinien był zatrzymać. Błędy te przypominają kibicom o fatalnych występach z minionej kampanii, m.in. w starciach z Interem czy Como. Sytuacja stała się patowa – Di Gregorio, mimo kontraktu do 2029 roku, wydaje się odizolowany w klubie, a jego pozycja po kontrowersyjnych działaniach agenta w lipcu jest niemal nie do obrony. Mattia Perin i Carlo Pinsoglio, choć lojalni, mają kontrakty wygasające za rok, co nie daje długofalowej stabilizacji.
Na dwa tygodnie przed startem Serie A, Juventus znajduje się w gorączkowym poszukiwaniu nowego numeru jeden. Główne cele, jak Alisson czy „Dibu” Martinez, okazały się nieosiągalne, a inne opcje nie przekonują sztabu szkoleniowego. Pojawił się pomysł wypożyczenia Suzuki z PSG, jednak czy klub tej rangi powinien budować skład w oparciu o tymczasowe rozwiązania na tak kluczowej pozycji? Zarząd Juventusu musi działać błyskawicznie, bo to, co jeszcze niedawno było „pilną potrzebą”, stało się dzisiaj transferowym stanem wyższej konieczności.



