
„Country Roads” niesie Amerykanów. Czy to początek drogi po złoto?
Reprezentacja USA zapewniła sobie awans do fazy pucharowej, ale to, co wydarzyło się po zwycięstwie 2:0 nad Australią w Seattle, może stać się symbolem narodzin nowej wiary w amerykański futbol. Gdy stadionowe głośniki wyemitowały „Country Roads”, a tysiące fanów zaczęło śpiewać jednym głosem, na boisku i trybunach zrodziła się wyjątkowa więź. Piłkarze Mauricia Pochettino, zamiast szybko udać się do szatni, celebrowali chwilę z kibicami, tworząc obraz, o jakim marzy każdy gospodarz mundialu.
To zwycięstwo, podobnie jak wcześniejsza wygrana z Paragwajem, nie było tylko kwestią wyniku. To dowód na to, że USA po raz pierwszy od 96 lat wygrywają dwa kolejne mecze w mistrzostwach świata. Atmosfera w Seattle – mieście, które żyje futbolem – pokazała, że drużyna zyskała „dwunastego zawodnika”. Nawet Zlatan Ibrahimović, komentujący turniej dla telewizji FOX, przyznał, że wierzy w potencjał tej ekipy, podkreślając, że z takim wsparciem narodu Amerykanów trudno będzie pokonać.
Trener Pochettino otwarcie mówi o celu: „Chcemy podnieść to trofeum”. Choć historia nie przemawia za USA, które w erze nowożytnej nie wychodziły poza ćwierćfinał, obecny klimat wokół drużyny jest inny. Piłkarze czują, że zmieniają percepcję piłki nożnej w swoim kraju. Po zapewnieniu sobie pierwszego miejsca w grupie, przed Amerykanami mecz z Turcją, który będzie okazją do regeneracji przed decydującą fazą turnieju. Jeśli USA marzą o sukcesie, piątkowy wieczór w Seattle może okazać się punktem zwrotnym tego lata. Jedno jest pewne – jeśli ta drużyna zajdzie daleko, już wiemy, jaka piosenka będzie jej hymnem.



