
De Paul wraca z hukiem w Miami, Werner czaruje dryblingiem w MLS!
Trzeci tydzień Major League Soccer przyniósł kolejną porcję chaosu i niespodzianek. Największe emocje wzbudził pojedynek Inter Miami z D.C. United, rozegrany nie na Audi Field, lecz na stadionie M&T Bank w Baltimore przy ponad 70 tysiącach kibiców. Herony wygrały 2-1, choć nie było to łatwe zwycięstwo, co idealnie oddaje nieprzewidywalność tej edycji MLS.
Rodrigo De Paul, argentyński pomocnik Miami, odzyskał formę po trudnym starcie sezonu. W minionej kampanii błyszczał w finale MLS Cup, a bez Sergio Busquetsa w składzie dostaje więcej swobody w ataku. Przeciwko D.C. strzelił pierwszego gola, dając drużynie przewagę w środku pola przeciwko odmienionemu rywalowi. Miami wciąż szuka optimum taktycznego – być może przydałby się kolejny środkowy pomocnik zamiast napastnika.
Nowy Jork Red Bulls, pod wodzą Michaela Bradleya, poniósł bolesną porażkę 0-3 z Montrealem. Ambitjny styl gry z tyłu i budowania akcji przez linie zemścił się na niedoświadczonej ekipie – czasem trzeba po prostu zagrać długą piłkę. Bradley, znawca MLS, pociesza się dwoma wcześniejszymi wygranymi.
W Colorado Rapids Matt Wells, były asystent z Tottenhamu, zachwyca. Po 4-1 z LA Galaxy Rapids mają dwa zwycięstwa z rzędu i grają ofensywnie, zgodnie z obietnicą dominacji. Kibice Spurs żałują jego odejścia.
James Rodriguez z Minnesoty wciąż pauzuje z powodów kondycyjnych – brak go w kadrze meczowej frustruje fanów, zwłaszcza przy krótkoterminowym kontrakcie. Z kolei Timo Werner w San Jose udowodnił, że to nie tylko sprinter: jego genialny drybling i precyzyjna asysta przy jedynym golu w wygranej 1-0 z Philadelphią to kandydat na asystę sezonu.
Columbus Crew, po odejściu genialnego Wilfrieda Nancy'ego do Celticu, bez zwycięstwa – remis 0-0 z Chicago to zły znak mimo mocnego duetu Abou Ali-Rossi. MLS pozostaje zagadką.



