
Eberechi Eze nie zmienia nawyków po dramacie w finale Ligi Mistrzów. "Wiem, dlaczego tu jestem"
Eberechi Eze, gwiazdor Arsenalu i ważny punkt kadry Thomasa Tuchela, zapowiedział, że nie zamierza rezygnować ze swojego charakterystycznego, „zacinającego się” rozbiegu przy rzutach karnych. Decyzja ta może budzić kontrowersje, zwłaszcza po niedawnym pudle 27-latka w serii jedenastek w finale Ligi Mistrzów przeciwko Paris Saint-Germain. Mimo bolesnej porażki w Budapeszcie, pomocnik pozostaje niewzruszony przed zbliżającymi się Mistrzostwami Świata 2026.
Eze, który w minionym sezonie świętował z „Kanonierami” pierwsze od 2004 roku mistrzostwo Anglii, podkreśla, że porażki są wpisane w futbolowy życiorys. „Nie będę się tym stresował. Jestem w tym miejscu nie bez powodu, a za moimi umiejętnościami stoją tysiące godzin treningu” – stwierdził pewny siebie piłkarz. W przygotowaniach mentalnych pomogły mu rozmowy z Bukayo Saką i Marcusem Rashfordem, którzy sami mierzyli się z ogromną presją po finale Euro 2020. Eze wyciągnął z tych doświadczeń cenną lekcję: „Wszyscy wielcy gracze pudłowali w kluczowych momentach. Jestem wdzięczny, że to mnie spotkało, bo dzięki temu się rozwijam”.
Reprezentacja Anglii od dekad zmaga się z „klątwą” rzutów karnych, jednak Eze deklaruje pełną gotowość do wzięcia na siebie odpowiedzialności w fazie pucharowej nadchodzącego mundialu. Uważa, że sukcesy klubowe zawodników powołanych przez Tuchela zbudowały w drużynie mentalność zwycięzców, która pozwoli „Synom Albionu” wreszcie przełamać 60-letnie oczekiwanie na wielkie trofeum. „Wygrana buduje wiarę w siebie. Wiemy, że możemy dojść do samego końca” – podsumował reprezentant Anglii.



