
Historyczny awans Szwajcarii! Helweci w ćwierćfinale po horrorze w Vancouver
To nie było widowisko, o którym kibice będą opowiadać wnukom. W ostatnim meczu 1/8 finału mistrzostw świata Szwajcaria po serii rzutów karnych wyeliminowała Kolumbię (4-3) i zameldowała się w najlepszej ósemce turnieju. Spotkanie w Vancouver, które miało być starciem dwóch wyrównanych drużyn, okazało się jedną z najsłabszych potyczek tego mundialu. Przez ponad 120 minut gry na boisku wiało nudą, a obie drużyny raziły nieskutecznością i brakiem pomysłu na sforsowanie defensywy rywala. Dopiero dogrywka przyniosła odrobinę emocji – Jhon Lucumi obił poprzeczkę, a Jaminton Campaz zmarnował „setkę”, posyłając piłkę wysoko nad bramką z zaledwie ośmiu metrów.
O losach awansu musiały zdecydować rzuty karne. W nich kluczowa okazała się interwencja Gregora Kobela, który obronił uderzenie Cucho Hernandeza. Decydującą „jedenastkę” na wagę awansu pewnie wykorzystał Ruben Vargas – bohater Szwajcarów, który na boisku pojawił się dopiero w 92. minucie, mimo że zmagał się z kontuzją. Dla Helwetów to historyczny wyczyn – drużyna z kraju Alp po raz pierwszy od 1954 roku zameldowała się w ćwierćfinale mundialu, gdzie zmierzy się z Argentyną.
Zupełnie inne nastroje panowały w obozie Kolumbii. Z porażką nie mógł pogodzić się Luis Diaz. Gwiazdor Bayernu Monachium, wymieniany przed turniejem w gronie kandydatów do Złotej Piłki, po końcowym gwizdku nie krył łez. Mimo że sam trafił w serii „jedenastek”, nie był w stanie wziąć na siebie ciężaru gry w kluczowych momentach meczu. Kolumbia opuszcza turniej w poczuciu niedosytu, a Szwajcaria, mimo przeciętnego stylu, melduje się w kolejnej fazie.



