
Holenderski falstart w Dallas. Magia Summerville'a to za mało na waleczną Japonię
Reprezentacja Holandii nie wymarzyła sobie takiego otwarcia mistrzostw świata 2026. W swoim pierwszym meczu grupy F, rozegranym w Dallas, podopieczni Ronalda Koemana zremisowali z Japonią 2:2, wypuszczając zwycięstwo z rąk w samej końcówce spotkania.
Pierwsza połowa nie zachwyciła – obie drużyny grały asekuracyjnie, a jedynym wartym odnotowania momentem była świetna interwencja Ziona Suzukiego po strzale Donyella Malena. Prawdziwe emocje rozpoczęły się po przerwie. Wynik otworzył Virgil van Dijk, pewnie wykorzystując dośrodkowanie Ryana Gravenbercha. Japonia odpowiedziała błyskawicznie – Keito Nakamura wyrównał po rykoszecie od Jana Paula van Hecke.
Kibice „Oranje” ponownie uwierzyli w trzy punkty, gdy Crysencio Summerville popisał się indywidualnym kunsztem. Skrzydłowy West Hamu zszedł do środka i technicznym uderzeniem przy słupku wyprowadził Holandię na prowadzenie. Gdy wydawało się, że mecz jest pod kontrolą, nadeszła 89. minuta. Po dośrodkowaniu Koki Ogawa oddał strzał głową, który po niefortunnym rykoszecie od Daichiego Kamady wpadł do siatki, ustalając wynik na 2:2.
Postawa Holendrów pozostawia wiele do życzenia. Choć momenty indywidualnej jakości były widoczne, brak zdecydowania w defensywie i zbyt zachowawcze decyzje taktyczne Koemana sprawiły, że drużyna straciła punkty w absolutnie kluczowym momencie. Krytycy zwracają uwagę na pasywność w pierwszej odsłonie oraz brak umiejętności „zamknięcia” meczu, gdy wynik był korzystny. Przed Ronaldem Koemanem trudne zadanie – w kolejnych meczach grupowych Holandia musi pokazać znacznie więcej jakości i charakteru, jeśli chce liczyć na głęboką fazę turnieju.



