
Koniec koszmaru w Barcelonie. Andreas Christensen wraca do gry o wielką stawkę
Dla Andreasa Christensena mecz z Feyenoordem (5:1) na otwarcie Ligi Mistrzów był czymś znacznie więcej niż tylko kolejnym spotkaniem w barwach Dumy Katalonii. Duński defensor po długiej przerwie spowodowanej problemami zdrowotnymi wreszcie zapomniał o swoich „piłkarskich mękach”, notując pełne 90 minut na murawie. To symboliczny powrót do żywych, zwłaszcza że w poprzedniej edycji Champions League (2025/2026) wystąpił zaledwie w czterech meczach, spędzając na boisku łącznie tylko 77 minut.
Droga Duńczyka do stabilizacji była wyboista. 21 grudnia 2025 roku doznał częściowego zerwania więzadła krzyżowego przedniego w lewym kolanie, co wykluczyło go z gry na 158 dni. Kontuzja ta skutecznie zburzyła jego rytm meczowy, a powrót nastąpił dopiero w końcówce sezonu przeciwko Valencii. Teraz jednak sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Christensen przepracował pełny okres przygotowawczy pod okiem Hansiego Flicka, który wyraźnie mu ufa, widząc w nim filar defensywy.
Niemiecki szkoleniowiec od początku sezonu stawia na Duńczyka – 30-latek rozpoczynał w wyjściowej jedenastce starcia z Elche i Rayo Vallecano, a teraz udowodnił swoją przydatność w Europie. Biorąc pod uwagę morderczy terminarz Barcelony w obecnej kampanii, powrót Christensena do pełnej dyspozycji jest dla klubu kluczowy. Zawodnik, który w lipcu przedłużył kontrakt do 2028 roku, wreszcie może skupić się na futbolu, a nie na rehabilitacji, stając się ponownie pewnym punktem w układance Flicka.



