
Magia Evandera, niepokój o Messiego i narodziny nowej gwiazdy. MLS wchodzi w przerwę z przytupem
Ostatnia kolejka MLS przed sześciotygodniową przerwą na mundial pokazała, że liga ta pozostaje najbardziej nieprzewidywalnym i szalonym projektem piłkarskim na świecie. Podczas gdy większość lig zmierza do finałowych rozstrzygnięć, MLS serwuje widzom totalny chaos, w którym każdy może wygrać z każdym, a wyniki 6-4 czy 4-4 stają się normą.
Absolutnym bohaterem weekendu został Evander. Brazylijski rozgrywający w meczu z Orlando (6-2) zaliczył dwa gole i trzy asysty, stając się dziewiątym zawodnikiem w historii ligi z pięcioma punktami w jednym spotkaniu. Jego styl – pełen luzu, pozbawiony zbędnego „napinania się” – przypomina najlepsze czasy brazylijskich magików.
Zupełnie inne nastroje panują w Miami. Mimo zwycięstwa, kibice wstrzymali oddech po zejściu Leo Messiego w 72. minucie. Argentyńczyk utykał, trzymając się za nogę, co wywołało falę spekulacji przed nadchodzącym mundialem. Choć sztab Interu uspokaja, że to środek zapobiegawczy, niepewność pozostaje.
Jasnym punktem niedzieli był za to młodziutki Cavan Sullivan. Nastolatek stał się motorem napędowym Philadelphii Union – jego odwaga, pressing i jakość podań udowodniły, że mamy do czynienia z talentem czystej wody. Z kolei dla kanadyjskich bramkarzy, Dayne’a St. Claira i Maxime’a Crepeau, ostatnie tygodnie były prawdziwym koszmarem. Obaj popełniali proste błędy, co stawia pod znakiem zapytania ich gotowość do gry na wielkiej scenie.
Na drugim biegunie znalazło się Austin FC. Po zwolnieniu dyrektora sportowego i trenera, zespół nie pokazał żadnego „efektu nowej miotły”, kończąc mecz z kompromitującym wskaźnikiem xG (oczekiwanych goli) na poziomie 0.06. MLS udaje się na zasłużony odpoczynek, zostawiając nas z pytaniami, na które odpowiedzi poznamy dopiero za półtora miesiąca.



