
Mendy o tytule Maroka: 'Myśleliśmy, że to primaaprilisowy żart!'
Édouard Mendy, senegalski bramkarz Al-Ahli z Arabii Saudyjskiej, nie kryje zaskoczenia decyzją CAF o odebraniu Senegalowi tytułu mistrza Afryki z Pucharu Narodów Afryki 2025 i przyznaniu go Maroku. W finale turnieju rozgrywanego w Maroku "Lwy Terangi" pokonały gospodarzy 1-0, ale protest przeciwko rzutowi karnemu dla przeciwników – trwający kilka minut spacer z boiska – doprowadził do kontrowersyjnej interwencji afrykańskiej konfederacji w marcu.
W podcaście "The Mo Show" Mendy wspominał: "To, co wydarzyło się z Marokiem, było bezprecedensowe. Po raz pierwszy ktoś z ławki rywali zabrał mi ręcznik podczas meczu, a co dopiero finału". Podkreślił presję 80-tysięcznego stadionu: "Marokańscy kibice byli niesamowicie głośni. Nawet dwa dni później dzwięk tłumu brzmiał mi w uszach". Mimo incydentów – od starć z rywalami po dziwne sytuacje – Senegal dokończył mecz, zwyciężył i świętował triumf.
"Wyprodukowaliśmy genialny występ przeciwko Maroku, jednemu z 10 najlepszych zespołów świata. Oni zasługują na swoje miejsce – półfinał MŚ 2022 to dowód" – bronił tytułu Mendy. Decyzja CAF wstrząsnęła ekipą: "Byliśmy w szoku. Na początku pomyśleliśmy, że to żart primaaprilisowy. Sprawdziłem stronę konfederacji – niestety, to prawda".
Senegalska federacja apeluje, a Mendy jest przekonany o sukcesie: "Tylko jeden wynik: Senegal mistrzem Afryki". Wyjaśnił, że nie cały zespół opuścił boisko – gra wznowiono, co potwierdziły protokoły. Skrytykował FIFA: "Ich motto to 'sport łączy świat', ale finał z Marokiem było przeciwieństwem". Po decyzji zyskał nowych fanów, ale martwi się o syna, który cieszył się z pucharu. Świętowanie było zaplanowane z wyprzedzeniem, bez zamiaru obrażania kogokolwiek. Mendy podkreśla: "Nie akceptujemy werdyktu CAF".



