
Transferowa porażka Realu Madryt. Mourinho chciał gwiazdę Premier League, zgarnął ją Manchester City
Letnie okno transferowe w wykonaniu Realu Madryt, mimo udanego startu sezonu, pozostawiło spory niedosyt w sztabie szkoleniowym „Królewskich”. Jak donosi serwis The Athletic, Jose Mourinho miał konkretną wizję przebudowy linii pomocy, a jego priorytetowym celem był Enzo Fernandez. Argentyńczyk, łączący w sobie defensywną dyscyplinę z kreatywnością, miał stać się „silnikiem” drużyny Portugalczyka.
Podczas gdy Real Madryt zwlekał z podjęciem konkretnych kroków, do gry z kliniczną skutecznością wkroczył Manchester City. Mistrzowie Anglii nie wahali się i wyłożyli na stół blisko 150 milionów euro, by wykupić Fernandeza z Chelsea. Ten ruch przeszedł do historii futbolu – Argentyńczyk stał się pierwszym zawodnikiem, za którego zapłacono dwukrotnie kwotę przekraczającą 100 milionów euro. Dla Mourinho to gorzka pigułka, zwłaszcza że na jego liście życzeń znajdował się również Rodri, który ostatecznie wybrał ofertę Barcelony.
Co ciekawe, władze Realu Madryt wydały oficjalne oświadczenie, w którym zdystansowały się od doniesień łączących ich z mistrzem świata z 2022 roku. Ruch ten miał na celu wyciszenie spekulacji i ochronę morale obecnej kadry. Brak wzmocnień w środku pola zmusił sztab do roszad, które okazały się szczęśliwe w skutkach. Jude Bellingham przejął więcej odpowiedzialności, tworząc z Eduardo Camavingą duet, który zapewnia „Los Blancos” stabilność i konkurencyjność na najwyższym poziomie. Mimo braku hitowych transferów, madrycka maszyna funkcjonuje bez zarzutu, choć cień niewykorzystanej szansy na Fernandeza pozostaje wyraźnym punktem dyskusji wewnątrz klubu.



