
Amerykański sen trwa. Pięć wniosków po fazie grupowej USMNT
Reprezentacja USA zakończyła fazę grupową mistrzostw świata w wyśmienitych nastrojach. Podopieczni Mauricio Pochettino wygrali swoją grupę, wykazując się nie tylko równowagą w ofensywie, ale także szeroką kadrą zdolną do wygrywania meczów. Choć ostatnie spotkanie z Turcją zakończyło się minimalną porażką, nikt w obozie „Jankesów” nie panikuje – turniej dopiero teraz wchodzi w decydującą fazę.
Kluczowym odkryciem turnieju jest Chris Richards. Po problemach z kostką, środkowy obrońca wrócił do gry w imponującym stylu. Jego statystyki podań (97,8% celności) są jednymi z najlepszych w historii mundiali od 1966 roku. Równie imponujący jest Alex Freeman, którego Pochettino nazywa kandydatem do miana najlepszego na świecie na swojej pozycji. Freeman nie tylko świetnie broni, ale jest też mózgiem operacji w wyprowadzaniu piłki, notując najwięcej podań przełamujących linie w zespole.
Kwestią, która budziła największe obawy przed turniejem, był środek pola. Obecnie jednak system z cofniętym Malikiem Tillmanem i ofensywnie usposobionym Westonem McKenniem wydaje się strzałem w dziesiątkę. Tyler Adams tradycyjnie trzyma fason, co pozwala drużynie na zachowanie balansu.
Co wymaga poprawy? Pochettino musi wyeliminować momenty dekoncentracji przy stałych fragmentach gry – tracone w ten sposób gole (jak z Niemcami, Paragwajem czy Turcją) są całkowicie niepotrzebne. Sukces frekwencyjny i ogromne zainteresowanie kibiców w USA pokazują, że drużyna zyskała „drugie życie”. Teraz, w fazie pucharowej, Amerykanie muszą udowodnić, że to nie tylko chwilowy entuzjazm, ale realna siła, z którą liczy się cały światowy futbol.



