
Brazylijska odpowiedź na lekceważenie. Cunha uciszył gwiazdę Japonii po dramatycznym zwycięstwie
To była rywalizacja, w której sportowe emocje mieszały się z ostrą wymianą zdań. Reprezentacja Brazylii, prowadzona przez Carlo Ancelottiego, awansowała do 1/8 finału mistrzostw świata po dramatycznym zwycięstwie 2:1 nad Japonią. Wynik zszedł jednak na dalszy plan w obliczu pomeczowej konfrontacji Matheusa Cunhi z japońskim napastnikiem, Kento Shiogaiem.
Przed meczem w Houston atmosfera była gęsta. Shiogai publicznie podważył status „Canarinhos”, twierdząc, że Brazylia przestała być futbolową potęgą, a jej blask przygasł. „Nie słyszy się już tyle o Brazylii. Kiedyś byli potęgą, teraz liczą się tylko Francja i Argentyna” – prowokował Japończyk, nie oszczędzając nawet Neymara. Choć trener Ancelotti zbył to mianem „gier psychologicznych”, słowa te wyraźnie podrażniły dumę Brazylijczyków.
Na boisku Japonia zaskoczyła faworytów, obejmując prowadzenie za sprawą Kaishu Sano. Brazylia otrząsnęła się dopiero po przerwie – najpierw wyrównał Casemiro, a w 96. minucie zwycięstwo przypieczętował Gabriel Martinelli. Po końcowym gwizdku Matheus Cunha nie wytrzymał i skierował w stronę Shiogaia wymowne pięć słów, przypominając mu o bezkonkurencyjnej historii „Canarinhos” na mundialach.
Ancelotti po meczu chwalił głębię składu, która pozwoliła odwrócić losy spotkania. „Japonia to zorganizowany i intensywny zespół. Zasłużyliśmy na ten awans” – podsumował Włoch. Brazylia, budując pewność siebie po tym comebacku, w kolejnej rundzie zmierzy się z Wybrzeżem Kości Słoniowej lub Norwegią. Czy „Canarinhos” udowodnią, że ich era wcale się nie skończyła?



