Michael Carrick może wkrótce odejść z Manchesteru United, ale przed niedzielnym meczem z Aston Villą mówił przede wszystkim o historii klubu i Sir Alexie Fergusonie. W piątek minęło 40 lat od nominacji szkockiego szkoleniowca, a w ten weekend odbędzie się uroczysta kolacja na jego cześć. Niewykluczone, że spotkanie z Villą będzie zarazem ostatnim meczem Carricka w roli trenera United.

Ferguson prowadził zespół przez ponad dwie trzecie ostatnich czterech dekad, a z funkcji odszedł z własnej woli po 26 i pół roku. Od tamtej pory klub zwolnił sześciu szkoleniowców, nie licząc tymczasowego Ralfa Rangnicka. Carrick jest już piątym byłym piłkarzem Fergusona, który został tymczasowym trenerem. Szkot pozostaje wzorem, ale zarazem wyjątkiem — przez ostatnie 13 lat zastąpienie go wydawało się zadaniem niemal niewykonalnym.

„To nie jest niemożliwe. Trzeba budować i realistycznie oceniać sytuację. Sukces wymaga czasu” — przekonywał Carrick. Problem w tym, że po jego powrocie do Old Trafford w styczniu drużyna szybko poprawiła wyniki, a obecny sezon przyniósł regres. United są na 17. miejscu w Premier League, przeżywają 14. z rzędu sezon bez walki o tytuł, a w ostatnich dziesięciu meczach we wszystkich rozgrywkach odnieśli tylko jedno zwycięstwo. Wtorkowy gol Matheusa Cunhy, który dał wygraną z Romą, wywołał porównania do przełomowego trafienia Marka Robinsa z 1990 roku. Carrick jest jednak na początku pierwszego sezonu, a Ferguson miał wówczas za sobą już ponad trzy lata pracy.

Carrick przyznał, że dziś rozmawia z Fergusonem częściej niż w czasach gry. Pod jego wodzą zdobył pięć mistrzostw Anglii i wystąpił w trzech finałach Ligi Mistrzów. Jak zaznaczył, trwałe sukcesy trudno osiągnąć zarówno teraz, jak i w przeszłości.