
Kowbojskie kapelusze i Oasis w Teksasie. Fani Anglii podbijają USA
Turniej w Stanach Zjednoczonych to dla angielskich kibiców wyzwanie logistyczne, jakiego nie znali nigdy wcześniej. Zamiast krótkich podróży między europejskimi miastami, fani „Trzech Lwów” muszą pokonać tysiące kilometrów między Dallas, Bostonem a Nowym Jorkiem. Mimo to, angielska armia kibiców rzuciła się w wir amerykańskiej przygody z ogromnym entuzjazmem, zamieniając teksańskie rodeo w arenę dla swoich przyśpiewek.
W Dallas, gdzie Anglia rozpoczęła turniej, kibice szybko zaaklimatyzowali się w amerykańskich realiach. Wynajęte wielkie pick-upy, kowbojskie kapelusze z angielskimi akcentami i lokalne piwo stały się nieodłącznym elementem krajobrazu. Choć atmosfera bywała surrealistyczna – gdy w rytm country nagle wdzierało się „Sweet Caroline” Neila Diamonda – fani zgodnie przyznają, że futbol to tylko pretekst do wielkiej wyprawy.
Dla najbardziej zagorzałych sympatyków, takich jak Howard Taylor, który od 2007 roku opuścił tylko jeden wyjazdowy mecz kadry, turniej to wakacje życia. Inni, jak Tanya Sweeney, traktują mundial jako okazję do budowania więzi z dziećmi, łącząc mecze ze zwiedzaniem USA. Koszty są ogromne – niektórzy fani wydają na wyjazd nawet 30 tysięcy dolarów – ale dla wielu możliwość zobaczenia Anglii w USA jest warta każdej ceny.
Samo spotkanie w Dallas było idealnym zwieńczeniem tej podróży. Po słabszej pierwszej połowie, Anglia odwróciła losy meczu, wygrywając 4:2, a po końcowym gwizdku zawodnicy świętowali z fanami, którzy dumnie prezentowali nabyte w Teksasie kowbojskie kapelusze. Jak podkreślają kibice: piłka nożna to tylko mała część tej wyprawy. Reszta to amerykański sen, który mimo politycznych kontrowersji, fani z Anglii zdają się chłonąć pełnymi garściami.



