
Ponad 100 milionów za pomocnika? Oto podręcznikowy przykład „angielskiego podatku”
Letnie okno transferowe 2026 w Premier League rozgrzewa kibiców do czerwoności, a kwoty, jakie padają w negocjacjach, po raz kolejny wywołują burzliwe dyskusje. Najgłośniejszym echem odbija się transfer pomocnika Nottingham Forest do Manchesteru City. Mowa o kwocie rzędu 116 milionów funtów (niektóre źródła mówią nawet o 130 mln), co stanowi jaskrawy dowód na istnienie tzw. „English tax” – zawyżania cen za angielskich zawodników.
Dla Nottingham Forest to transakcja życia. Zawodnik, który dwa lata temu kosztował 35 mln funtów, stał się fundamentem drużyny walczącej w Lidze Europy. Mimo straty kluczowego ogniwa, klub z City Ground może mówić o ogromnym sukcesie finansowym. Z kolei Manchester City, szukający następcy Rodriego, ryzykuje wiele. Choć 23-latek imponował w zeszłym sezonie liczbą kontaktów z piłką i wygranych pojedynków, płacenie dziewięciocyfrowej sumy za gracza bez doświadczenia w Lidze Mistrzów budzi ogromne kontrowersje. Eksperci sugerują, że gdyby zawodnik reprezentował inny kraj niż Anglia, cena byłaby znacznie niższa.
Lato 2026 to jednak nie tylko rekordowe kwoty za Brytyjczyków. Wśród najważniejszych ruchów warto odnotować przejście Bernardo Silvy do Realu Madryt za darmo, co jest ogromną stratą dla City, a także transfery Konate do „Królewskich” oraz Gordona do Barcelony. Każdy z tych ruchów niesie ze sobą ryzyko – od presji finansowej po konieczność szybkiej aklimatyzacji w nowych realiach. Czy „angielski podatek” okaże się opłacalną inwestycją dla mistrzów Anglii, czy też przestrogą dla innych klubów? Odpowiedź poznamy na boiskach w nadchodzącym sezonie.



