
Powrót „The Special One”. Jose Mourinho znów w Realu Madryt: genialny ruch czy dolewanie benzyny do ognia?
To już oficjalne: Jose Mourinho wraca na Santiago Bernabeu. Po 13 latach od burzliwego rozstania, Florentino Perez zdecydował się na podpisanie z Portugalczykiem trzyletniego kontraktu. Decyzja ta, choć spodziewana po kwietniowych doniesieniach, wstrząsnęła piłkarskim światem. Real Madryt znajduje się obecnie w głębokim kryzysie, a zatrudnienie Mourinho w tak zapalnym momencie przypomina dolewanie benzyny do płonącego budynku.
Choć Perez wierzy, że tylko silna osobowość jest w stanie opanować szatnię pełną gwiazd, rzeczywistość może być brutalna. Mourinho nie jest już tym samym trenerem, który w 2010 roku przychodził do Madrytu jako najlepszy szkoleniowiec świata. Od 2015 roku nie zdobył mistrzostwa kraju, a jego ostatnie przygody w Manchesterze United, Tottenhamie, Romie czy Fenerbahce kończyły się w atmosferze wzajemnych pretensji.
Największym znakiem zapytania pozostaje relacja Mourinho z Viniciusem Jr. Relacje między nimi są napięte po tym, jak Portugalczyk publicznie sugerował, że brazylijski skrzydłowy sam prowokuje rasistowskie ataki na swoją osobę. W obliczu trwających negocjacji kontraktowych Viniciusa, jego współpraca z „The Special One” może okazać się niemożliwa.
Podczas gdy Barcelona Hansiego Flicka buduje zgrany, młody zespół, Madryt stawia na powrót do przeszłości. Gerard Pique przed laty zarzucał Mourinho „niszczenie hiszpańskiego futbolu” poprzez sianie nienawiści między klubami. Dziś, gdy napięcia w La Liga są ogromne, powrót kontrowersyjnego Portugalczyka wydaje się przepisem na katastrofę. Pozostaje pytanie: czy Perez uratuje swój projekt, czy pogrąży klub w jeszcze większym chaosie?



