
Napięcie na linii Monachium – Frankfurt. Hainer staje w obronie Hoeneßa w sporze z DFB
W niemieckim futbolu wrze, a konflikt między Bayernem Monachium a Niemieckim Związkiem Piłki Nożnej (DFB) przybiera na sile. Główną osią sporu stała się publiczna krytyka pracy Juliana Nagelsmanna przez Uliego Hoeneßa. Honorowy prezes bawarskiego giganta w ostatnich tygodniach nie szczędził selekcjonerowi gorzkich słów, zarzucając mu nadmierną rotację w składzie oraz brak klarownego przydziału ról w drużynie narodowej.
Hoeneß, znany ze swojego bezkompromisowego stylu, w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” nie gryzł się w język: „Kto jest naszym środkowym napastnikiem? Kto stoi w bramce? Jeśli tak dalej pójdzie, wyjdziemy na pierwszy mecz mundialu składem, który nigdy ze sobą nie grał”. Na te słowa błyskawicznie zareagował dyrektor zarządzający DFB, Andreas Rettig, który w ironiczny sposób skomentował aktywność Hoeneßa, sugerując, że nikt go o opinie nie prosił.
W obronę swojego poprzednika wziął obecny prezes Bayernu, Herbert Hainer. W rozmowie ze „Sport Bild” podkreślił: „Uli Hoeneß nie potrzebuje niczyjego pozwolenia, aby wyrażać swoje zdanie. Ostatecznie wszystkim nam, kibicom, zależy na sukcesie reprezentacji Niemiec”.
Całe zamieszanie dzieje się w kluczowym momencie, tuż przed ogłoszeniem ostatecznej kadry na nadchodzący mundial, które zaplanowano na czwartek na godzinę 13:00. Niemiecka piłka z zapartym tchem obserwuje ten medialny pojedynek, zastanawiając się, czy nieustanna presja wywierana przez środowisko Bayernu wpłynie na decyzje personalne Nagelsmanna przed walką w fazie grupowej turnieju.



